06 marca 2016

#TriptoGdańsk

Od razu powinnam ostrzec, że będzie to pewnie bardzo długi post. Opowiem Wam o pięciu dniach spędzonych z moim przyjacielem i rodzicami. Byliśmy tam od 02.03 (środy)  do dzisiaj czyli niedzieli.

Muszę przyznać,że był to mój najlepszy wyjazd w życiu. Nie był długi, ale za to bardzo aktywny i miły. Dużo się działo, prawie zawsze byliśmy w ruchu, albo robiliśmy coś w apartamencie. W każdym razie raczej nie było momentów nudy, a nawet jeśli to szybko zaczynaliśmy coś robić. Chyba dlatego,że podświadomie nie chcieliśmy tracić wspólnego czasu nad morzem.
Większość dnia spędzaliśmy z Kacprem we dwójkę, jednak często też robiliśmy coś z moimi rodzicami.

Pierwszego dnia wyjechaliśmy bardzo wcześnie rano, aby być w Sopocie na 12. Po drodze  oczywiście mak i kawa. W sumie ten dzień był najważniejszym punktem programu ponieważ wtedy był koncert The NBHD. Rozpakowaliśmy się i pojechaliśmy do Gdańska na Stare miasto. Zrobiliśmy małe zakupy i pojechaliśmy na koncert. Resztę znacie z poprzedniego wpisu, a jeśli nie to możecie przeczytać o tym tu---> http://blackverveine.blogspot.com/2016/03/koncert-nbhd-2.html
Mieliśmy ochotę obejrzeć jeszcze jakiś horror, ale oboje byliśmy bardzo zmęczeni i po prostu zasnęłam obok Kacpra, a gdy mnie obudził pytając czy śpię, to stwierdziłam, że tak i poszłam do łóżka. 
Następnego dnia była pogoda w której się zakochałam. Dość chłodno, ale nie zimno, lekka mgła i zero wiatru. Idealna do robienia "pale photo". Wstaliśmy o 8;00, aby nie marnować nawet minuty tego wyjazdu. Zjedliśmy śniadanko, naszykowaliśmy i poszliśmy z moją mamą na molo sopockie do którego mieliśmy mniej więcej 0,5/1 h drogi spacerkiem plażą. Zrobiliśmy małe zakupy i wróciliśmy do domu. Wraz z Kacprem ugotowaliśmy pyszny obiad, po którym zrobiliśmy sobie krótką  sjestę. Około 15 poszliśmy w stronę Gdańska na tamtejsze molo. Po drodze w sumie sporo się działo. Moja mama stwierdziła, że przejdzie rzeczkę która przecinała plażę i miała całe nogawki mokre, Kacper chciał ją przeskoczyć, ale coś mu chyba nie poszło , a mój tata oczywiście  poszedł w ich ślady i cała trójka szła później w mokrych butach. Oprócz mnie. Po prostu poszłam na most.
Doszliśmy na molo i poszliśmy do kawiarni, gdzie spotkaliśmy się z moimi ciociami. Po kawie jedna z nich zaprosiła nas do swoich apartamentów , gdzie nie siedzieliśmy zbyt długo, bo musieliśmy jechać do nas na siłownie i sauny. Najpierw zrobiliśmy sobie z Kacprem mały trening, a tak na prawdę Kacper zrobił sobie mały trening, bo ja jak najszybciej poszłam do sauny. Wynajęliśmy cały kompleks fitnessu i saun, więc nie baliśmy się, że ktoś nam będzie się tam kręcił. Muszę przyznać, że na prawdę wypoczęłam po tych dwóch godzinach. Zrelaksowani wróciliśmy do siebie i włączyliśmy muzykę. Jeszcze długo siedzieliśmy i rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i jedliśmy. Dlatego gdy położyliśmy się spać była mniej więcej 2-3 w nocy. Zasnęliśmy przy włączonej muzyce the nbhd.

Kolejny dzień. Tak długo wyczekiwany przez oboje z nas. 04.03. Oficjalnie Kacper może palić. Tak więc obudziłam się o 8, ale coś nie pykło,więc wstaliśmy około 10. Ranek nie był idealny, ale wiedzieliśmy, że jest to dzień zaplanowany tak, abyśmy spędzili go sami więc szybko wyszliśmy na plażę.Pogoda nie dopisała. Było zimno, a w powietrzu wisiały kropelki wody, ta nasza ukochana morska bryza.Jednak mało sobie z tego robiliśmy. Morze, plaża i papieros z przyjacielem. Było idealnie. Zrobiliśmy sobie wycieczkę na molo w Sopocie  i trochę zwiedziliśmy miasto. Zjedliśmy obiad w maku i zawróciliśmy w stronę Gdańska, aby iść do kawiarni tej co poprzedniego dnia. Całą drogę rozmawialiśmy na poważne tematy, wyjaśniliśmy sobie sporo spraw i dowiedzieliśmy się o sobie czegoś nowego. Na miejscu byliśmy około 20. Zjedliśmy deser i napiliśmy się cappucino. Gdy wracaliśmy, od połowy drogi szliśmy plażą, ale było pięknie, więc stwierdziliśmy, że nie możemy tego przegapić. Szczerze mówiąc dawno tak poważnie nie rozmawialiśmy. Dużo mi to dało. Jednak najmilej było gdy usiedliśmy na pomoście i  obserwowaliśmy morze. Po pewnym czasie zrobiło się zimno i na 22 byliśmy z powrotem. Zjedliśmy kolację i zajęliśmy się przeglądaniem zdjęć. Gdy mieliśmy kłaść się spać, włączyliśmy muzykę, ale że byłam zmęczona to Kacper wyłączył ją w momencie gdy zasypiałam.

Dzień czwarty zaczął się dość leniwie. Kacper obudził mnie o 10 i poszliśmy na śniadanie. Tego dnia pojechaliśmy kolejką do Gdyni na klify. Po drodze wstąpiliśmy do maka na kawę, która oczywiście musiałam się oparzyć. Pomijając fakt, że był wiatr, a mnie bolał brzuch i skręciłam kostkę to było świetnie. Przeszliśmy klifem całkiem spory kawałek, więc gdy dotarliśmy do portu poszliśmy na obiad. Później tata poszedł na spotkanie, a nasza trójka do Starbucksa na kawę. Wróciliśmy wieczorem kolejką skm do Sopotu. Jeszcze zdążyliśmy iść z Kacprem na plażę i zjeść tam kolację. Siedzieliśmy praktycznie pod małym podestem, tak aby zakrywał nam plecy i byliśmy przykryci moim szalikiem/kocem. 
Byłam bardzo zmęczona i na dodatek dostałam okres więc czułam się okropnie. Położyłam się salonie na kanapie i włączyłam sobie film w telewizji. W tym czasie Kacper z rodzicami grali w karty. Osobiście nie potrafię w to grać, dlatego darowałam sobie taką rozrywkę. Leciałam na lekach przeciwbólowych w sumie cały czas. W pewnym momencie Kacper się mną zaopiekował, bo zrobił mi picie, a później cała ich trójka dołączyła do oglądania filmu. Byłam tak wycieńczona, że gdy tylko Kacper położyła się obok mnie na sofie to zasnęłam. Obudziłam się godzinę później i poszłam do pokoju. Czułam się na tyle tragicznie, że nawet jego próby poprawienia mi nastroju szły na próżno. Wpadł na pomysł obejrzenia filmu. Okej, byłam za. Ale szybko mnie wkurzył i założyłam słuchawki z muzyką. Oczywiście wszystko przez okres XD. Inaczej pewnie nie byłabym tak nerwowa. W każdym razie wyłączył film i stwierdził że idziemy spać. Nie mogłam spać, więc jako przyjaciel wspierał mnie przez dłuższy czas, aż w końcu poczułam, że leki zaczynają działać i zasnęłam. Zaopiekował się mną co sprawiło, że na drugi dzień byłam w lepszym stanie. Przynajmniej się trochę wyspałam.

I w końcu nadszedł dzień wyjazdu. Dzisiaj nad morzem było idealnie. Oczywiście jak zawsze w ostatni dzień pobytu. Słońce, zero wiatru, cieplutko. Piękna pogoda zachęcała nas jeszcze do spaceru brzegiem morza. Dlatego moi rodzice pojechali samochodem pod molo w Sopocie, a my poszliśmy na spacer wybrzeżem . Pochodziliśmy chwilę po okolicy i zjedliśmy gofry oraz pyszny obiad. Wyjechaliśmy około 15;00, a w Łodzi byliśmy na 20, po drodze zatrzymując się na kawę w maku. Kacper pomógł mi z wniesieniem bagaży i mama zawiozła go do domu. 

Uważam, że ten wyjazd był cudowny. Praktycznie 24/7 byłam z jedną z najważniejszych dla mnie osób. Miałam przez pięć dni brata o którym zawsze marzyłam. Powiem szczerze, że zostałam przetyrana psychicznie przez niego, ale to chyba działa w dwie strony. Bardzo dużo się o sobie dowiedzieliśmy, nauczyliśmy się ze sobą żyć, tak aby każde z nas było zadowolone. Brak tematów tabu spowodował, że mogliśmy na spokojnie rozmawiać o wszystkim. 
Nawet nie macie pojęcia jak szczęśliwa jestem po tym wyjeździe. 
1.Byłam z najlepszym przyjacielem na wyjeździe
2. Byliśmy akurat w Sopocie
3. Byliśmy na najlepszym koncercie najlepszego zespołu ever
4. Kacper pobił się o pałeczkę dla mnie
5. W rezultacie dostałam coś o czym tak marzyłam, czyli właśnie tą pałeczkę
6. Mieliśmy dużo poważnych rozmów
7. Mamy wiele wspaniałych zdjęć
Tak więc widzicie, 7 ważnych dla mnie rzeczy w pięć dni. 
Nie wiem co dodać, bo nic nie opisze tego ile to dla  mnie znaczyło i znaczy. Żadne słowo nie jest w stanie wyrazić tego wszystkiego. Było po prostu idealnie. Mam najlepszego przyjaciela na świecie ! Dziękuję <3